sobota, 2 stycznia 2016

Poświątecznie

Kochani ! Dziś z przeprosinami.
Zapadłam się pod ziemię prawie na miesiąc. Nie było mnie z życzeniami świątecznymi ani z życzeniami noworocznymi. I właściwie mam tylko jedno wytłumaczenie, więc powiem (napiszę) po prostu: padłam i wstać nie mam siły do dziś... Przez ostatnie dwa miesiące prawie nie wstawałam od maszyny, przez miesiąc pracowałam po 14 godzin i nie wychodziłam z domu. Mój dom wyglądał tak:












Ewentualnie zmieniały się kolory:














Kiedy wreszcie wszystko się skończyło, zostało mi dwa dni na przygotowanie własnych świąt, w tym zakupy i gotowanie. Uznałam, ze skoro jestem tak bardzo spóźniona, to muszę zrobić tylko to, co najważniejsze, czyli ubrać choinkę :)







W tym roku nie miałam dużo gości, poza moimi dziećmi z rodzinami i tatą oraz teściową, czyli na szczęście sami swoi. Gotowania więc nie za dużo, sprzątanie sobie oczywiście zostawiłam na "po świętach" i do stołu mogłam usiąść bez miny "cierpiętnicy" (wiecie zapewne, o co chodzi). Bo przecież ten spędzony wspólnie czas jest bezcenny, nawet jeśli na stole nie stoi 25 dań.
Było miło, swojsko i przytulnie. I to chyba najważniejsze.
Niestety po świętach, kiedy opadły emocje, całe zmęczenie spadło na mnie jak kłoda. Zmęczenie i fizyczne i psychiczne i przygnębienie jakieś okropne, które mnie trzyma przez dobrych kilka dni i iść w diabły nie chce. Jakbym w jakiś letarg zapadła.... Dziś wyrzuty sumienia mnie tu przygnały, a może i nadzieja, że Wasza Kochani, serdeczność mnie do życia przywróci. Bo dostałam tyle miłych i serdecznych życzeń od Was, mimo, że ja się nie odzywałam, że aż mi ciepło na sercu.

Więc i ja Wam spóźnione mocno , ale BARDZO, BARDZO serdeczne życzenia składam.
Niech ten Nowy Rok przyniesie Wam same radości, miłość, serdeczność i ciepło.
Pasji Wam życzę, spełnienia marzeń i planów i żeby Was w tych marzeniach bliscy wspierali.
Po prostu cudownego Nowego Roku!
A ja obiecuję, że postaram się wrócić do życia i do Was jak najszybciej :)
Buziaki serdeczne! Ściskam Was mocno :)
Dorota

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Robię się na szaro.

Witajcie, Kochani!
 Znalazłam dziś chwilkę czasu w tej przedświątecznej gonitwie, więc z radością tu zaglądam, bo nie wiem, kiedy znowu taka chwila będzie. Przy maszynie właściwie na okrągło, z przerwami na spanie i jedzenie, ale co tam....taka praca.
Wszyscy planują święta, ja oczywiście jeszcze w lesie. W tym roku będzie u mnie spokojnie, gości niewiele, raczej w gronie najbliższych, to i szaleństwa żadnego nie planuję. Za to plany na "po świętach" już są. Tak pomyślałam ostatnio, że "kobieta zmienną jest" i mnie to też dotyka oczywiście. Zwłaszcza w kwestii dodatków do domu. Jak to dobrze, że u mnie wszystko w bieli, bo i wariacje w dodatkach łatwiej przeprowadzić. W zeszłym roku zakochałam się w pudrowym różu i kropkach...Ledwo zaczęłam te akcenty do domu wprowadzać, a już odkryłam następny kolor.
Całkiem dla mnie nowy, bo nie przepadałam za nim jakoś, wolałam kremy, delikatne beże i kolory naturalne. Ostatnio naszło mnie na szarość. W sumie, Ameryki nie odkryłam, szary w modzie, ale w moim domu coś nowego. No i poszło...zaczęło się od poduszek, a teraz szycie świątecznych ozdób na całego:






A kiedyś myślałam, ze szary jest smutny...
















No i już na styczeń plany...zrobić nowe dodatki dla siebie do domu, szarość z pewnością będzie. Aż korci mnie jakiś nowy meblowy akcent. Pamiętacie mebelki, które zrobił mój mąż?




Znalazły miejsce w innych domach, ale i u mnie czuję, że nie obędzie się bez małego malowania, bo to połączenie bieli z szarością to jest dokładnie to, co mnie ostatnio zachwyca. A może i kawałek jakiejś ściany....???
No i jak tu się nudzić, kiedy wciąż w głowie jakieś nowe pomysły...
A za oknem widok mnie przeraża. I nie chodzi tylko o pogodę. W tym tygodniu podłączenie ścieków po 30 latach czekania. A miało być latem.... Opóźnienie takie , że przed samymi świętami zostałam z przeoranym podwórkiem, wjazdem, wykopanymi drzewami, krzewami, zdjętym chodnikiem, popsutą bramą i ogólnym bałaganem... Aż smutno wyjść za drzwi. Dobrze, ze jestem niepoprawną optymistką, bo już znalazłam jakieś pocieszenie. Od wiosny urządzanie całości od nowa... mam nadzieję, że lepiej i porządniej. Może wreszcie ogarnę zaniedbany ogród i trawnik, który wciąż czekał na lepsze czasy.
Na dziś koniec, jeszcze praca czeka....Mam nadzieję, że wpadnę tu jeszcze za kilka dni, bo zdjęć tyle czeka i tyle rzeczy, które chcę Wam pokazać.
Miłego wieczoru wszystkim życzę i mnóstwo inwencji twórczych przed świętami.
Trzymajcie się cieplutko :)